Natalia Bachryj

Cześć! Jestem Natalia i z zawodu jestem księgową, ale przecież nie o cyferkach ma być ten blog. Tak więc, nie opowiem wam o szkole, o studiach, ani o początkach kariery zawodowej, bo najzwyczajniej w świecie nie o to tutaj chodzi. Chcę wam opowiedzieć o mojej pasji, która na nowo we mnie rozkwitła wraz z pojawieniem się w domu kochanych czterech łap.

Zawsze marzyłam o psie, o tych łapach, które zostawiają swoją sierść nawet tam, gdzie się tego nie spodziewasz i odkąd tylko pamiętam, kombinowałam na lewo i prawo, by w domu pojawił się pies. Po niezliczonej ilości „nie i nie ma mowy” dopięłam swego, zostałam właścicielką psa… w wieku 25 lat… na własnym mieszkaniu, po praktycznie 20 latach od pierwszego „mamo, ja chcę pieska”.

Nie uważam się za eksperta od psów, ale to nie znaczy, że do tego nie dążę. Czytam, pytam i dyskutuję oraz dużo czasu spędzam na pracy z psem, bo uważam, że teoria powinna spotykać się z praktyką. Nie ma nic bardziej fascynującego w pracy z czworonogiem niż sprawdzenie teorii, akcesoriów, metod i rozwiązań, o których dopiero co czytałam.

W moim zespole jest także Sylwek, mój narzeczony, który dzielnie znosi moje pomysły. Wydaje mi się, że to zdanie powinno wam wszystko o nim powiedzieć. Jest to cierpliwy człowiek, który nie zawsze ogarnia to o czym mówię, ale to nic dziwnego, jak się zaczyna rozmowę gdzieś w połowie zdania. On jest tym od zabawy i pozwalania, a ja jestem ta od zasad, ale tylko, jeżeli chodzi o kwestię wychowania psa.

No właśnie, ciągle mówię o pracy z psem, warto by więc wspomnieć o współwinnym tego bloga. Luna to przygarnięty rudy kundelek, która jest równie cwana co ładna. Zostałam jej właścicielką gdy miała około 18 miesięcy, nie jestem pewna czy warto mówić, o tym co było wcześniej, ważne, że od 18 września 2018 roku jest z nami. Biorąc ją usłyszałam wiele opinii na temat „tego psa”. Jak możecie się spodziewać, nie były to pozytywy, ale dało mi to podgląd na to, nad czym będziemy musieli pracować od samego początku. Czy jest już idealnie? Nie i prawdopodobnie nigdy nie będzie, ale dużo z nią pracowaliśmy i jak na dłoni widać efekty tej pracy.

Przepracowane problemy to miedzy innymi chodzenie na smyczy, niechęć do kąpieli, nienawiść do jazdy samochodem. Ogólnie był to pies na „nie”.

Teraz, gdy jesteśmy już zgranym zespołem, zaczęliśmy jeździć na różne psiowe wydarzenia, wycieczki po okolicy i w niskie góry. Krok po kroku, nie naciskamy, rozwijamy się i planujemy kilka większych i mniejszych przedsięwzięć!

Każdego z was zapraszam do wspólnej rozmowy! Napiszcie, skomentujcie, udostępnijcie. Wymiana doświadczeń zawsze jest czymś pozytywnym!

Zapraszamy także na nasze social media!