Cześć!

Tym wpisem zacznę budowanie KLANU ŁAPY! Jako, no właśnie jako co? Nie będzie to ani marka osobista, ani typowy blog. Znajdziecie tutaj ogromną ilość wiedzy, którą dzielić się będą specjaliści, którzy zawodowo są z psami związani.

Jeżeli wpadliście na stronę „o mnie” to już wiecie, Luna miała około 18 miesięcy gdy zmieniła właściciela. Historie takie nigdy nie są zbyt przyjemne. Bez powodu w końcu młody pies nie zmieniłby domu. Tym razem nie było tam choroby, ani nic w tym stylu.

Po jednej z wielu moich przeprowadzek zobaczyłam Lunę i jej warunki mieszkalne. Było to chwilę przed naszym wyjazdem, po którym miałam kupić szczeniaka. Miałam w końcu kupić mojego wymarzonego rasowego psa. Już lata czytałam o hodowcach w rasie, szukałam, czytałam i zorientowałam się czego (jak) właściwie mam szukać. I co?

Po rozmowie z poprzednimi właścicielami Luny, zabrałam ją z kojca, i zaczęła się nasza praca. Zapytacie co z kupnem wymarzonego psa? Niebawem się dowiecie.

Wiedziałam, że będzie z nią bardzo dużo pracy, ale chyba nie spodziewałam się, że aż tyle? Usłyszałam, że nie znosi auta, wody i w ogóle. Zauważyłam, że jedzenie pochłania bardzo, ale to bardzo łapczywie. Chodzenie na smyczy też było wyzwaniem, a wyście poza obręb okolicznych krzaków marzeniem. Tak w skrócie był to pies na NIE.

Zaczęłam od lekcji chodzenia na smyczy, musiałam w końcu jakoś dostać się do przychodni weterynaryjnej… Zajęło nam to około miesiąca, gdy już chciałam załatwić formalności związane z przejęciem psa i szczepionkami okazało się.. .że dostała cieczki i tak oto minął kolejny miesiąc. Swoją drogą, była to mocno traumatyczna wizyta.

Do tej pracy zakupiłam wspaniały zestaw smycz+obroża od DogVenture, zależało mi na wzmocnionych okuciach, obroży na dual lock (2 kółka nad zatrzaskiem), tak na wszelki wypadek, gdyby coś nie wytrzymało to było jeszcze to drugie. Smycz także miała wzmocniony karabińczyk. Nie było mowy, żeby to zerwała podczas zrywów! Muszę przyznać, że ten komplet jest z nami od prawie 2 lat, materiał jest już podniszczony, ale biorąc pod lupę, że ta smycz po prostu za nią się ciągnęła podczas treningów w plenerze (w końcu łatwiej zatrzymać psa, za którym ciągnie się 3 metry smyczy), co raz uratowało jej życie.

Pracowaliśmy też dużo nad zbudowaniem więzi między nami, w końcu byłam dla niej obcą babą, która zabrała ją z czegoś, co znała, wprowadziła jej nową rzeczywistość. O samochodzie wypowiem się niebawem, bo tutaj będzie co opowiadać! Dobra rada, nie jedzcie niczego podczas czytania samochodowych przygód. W sumie, to łapczywe jedzenie Luny też jest już rozwiązane i także opiszę wam co i jak, a do tego dorzucę to, jak nadal pomagam jej w spowalnianiu tego procesu.

Zaraz ktoś mi zarzuci, że to wszystko brzmi jak bajka. Nie, jest jeszcze dużo problemów do przepracowania, ale mam pomysł jak tego dokonać. Głównymi problemami, nad którymi chcę się skupić w najbliższym czasie to zachowanie w stosunku do określonego typu mijanych osób, czy też nadmierna ekscytacja w niektórych przypadkach.

Jest też coś, co będę chciała spróbować zrobić, nauczyć ją życia w wielkim mieście. Nie jest to niezbędne do naszego życia, ale może się przydać podczas wycieczek, czy też różnych wydarzeń. Czy jest to w ogóle możliwe? Tak! Wydaje się nawet (na tę chwilę), że nie będzie to tak trudne jak się spodziewam. Była już z nami we Wrocławiu, podczas jednych z targów dla psów, bez większego problemu przeszła z nami przez cała salę, dała się pogłaskać i przekupić niektórym wystawcom.

Jedyne co mnie zaskoczyło, tak bardzo na plus jak się tylko da, to była jej reakcja na dzieci. W stosunku do małych i krzyczących, większych i bardziej rozsądnych, ale także do tych najmniejszych, którym dopiero włączyła się motoryka. Luna zachowuje się spokojnie. Częściowo ją tego uczyłam w zabawie (pracy) z bratanicą Sylwka, ale także sama starałam się przygotować ją na nagłe dźwięki. W późniejszym czasie jak bywała ze mną u znajomych i rodziny bardzo ładnie zachowywała się w stosunku do dzieci!

Tak więc korzystając z wiedzy i doświadczenia znajomych oraz specjalistów przechodzę krok po kroku, określam priorytety, na czym mi zależy w wypracowaniu, a co może jeszcze poczekać. Dlatego zapraszam do śledzenia naszych przygód! i nie potrafię sobie wyobrazić, jak wspaniałym psem by była, gdyby od początku była z nami.